o. Robert Bradshaw
W tej rubryce chcemy przedstawić kapłanów naszej parafii. Zaczniemy od autobiografii o. Roberta Bradshawa, który przybył do Krasnojarska w kwietniu 1992 roku, aby podjąć posługę duszpasterską.
Urodziłem się w 1929 roku w mieście Tipperary w Irlandii. W naszej rodzinie było dziesięcioro dzieci. Moi rodzice byli dobrymi katolikami, a my, dzieci, staraliśmy się ich naśladować. W każdą niedzielę chodziliśmy na Mszę Świętą, a wieczorami całą rodziną odmawialiśmy Różaniec. Do szkoły poszedłem w wieku pięciu lat. Po ukończeniu szkoły średniej, w 1947 roku, wstąpiłem do seminarium. Rok później kontynuowałem naukę w seminarium uniwersyteckim, a po trzech latach uzyskałem tytuł licencjata z filozofii i literatury, po czym przez kolejne trzy lata studiowałem teologię w seminarium.
W 1955 roku zostałem wyświęcony i mianowany kapłanem w sierocińcu dla chłopców w Dublinie. Następnie byłem kapłanem w sierocińcu dla dziewcząt, w szpitalu i w żeńskiej szkole średniej.
W 1962 roku wyjechałem do Anglii, gdzie pracowałem wśród irlandzkich emigrantów.
W 1964 roku kardynał Heenan zaproponował mi stanowisko kierownika duchowego w londyńskim Senacie „Legionu Maryi”, a ponadto wykładałem w kolegium londyńskiej policji.
W 1965 roku zostałem zaproszony do seminarium św. Patryka (Irlandia) jako profesor teologii pastoralnej. Latem wyjeżdżałem do innych krajów, gdzie brakowało kapłanów. W ramach misji odwiedziłem Szkocję, Walię, Holandię, Szwecję i Afrykę; odbyłem podróż po Ameryce z cyklem wykładów.
Od 1976 do 1992 roku pracowałem w Islandii jako kapłan misjonarz. W tym czasie było w kraju zaledwie pięciu katolickich kapłanów i biskup Islandii prosił mnie, abym im pomagał.
W 1983 roku kardynał O'Fiaich zaproponował mi wyjazd do Rosji w ramach międzynarodowej delegacji jako przedstawiciel irlandzkich biskupów. Zaproszenie pochodziło od Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Co ciekawe, takie samo zaproszenie otrzymała również organizacja „Legion Maryi”. Consilium tej organizacji w Dublinie poprosiło mnie, abym reprezentował „Legion Maryi” w Rosji.
Od 1969 do 1989 roku reprezentowałem Watykan w podróżach ekumenicznych po ZSRR. Podczas tych wyjazdów niejednokrotnie spotykałem się z biskupami Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego i uczestniczyłem w nabożeństwach.
W 1991 roku otrzymałem oficjalne zaproszenie do przyjazdu do WNP, aby wykładać o Kościele katolickim na uniwersytecie w Doniecku. Coś podobnego nie zdarzyło się od 1917 roku. Co ciekawe, zaproszenie to otrzymałem tuż przed „puczem”, a po nim w Doniecku założono niezależny uniwersytet, na który również zostałem zaproszony, aby wykładać teologię. Niestety czekała mnie praca na Islandii i musiałem opuścić Donieck.
W 1992 roku na zaproszenie biskupa Josepha Wertha przyjechałem pracować na Syberię.
Lepiej zapalić jedną świecę, niż zachować ciemność...
Jeszcze można policzyć na palcach miesiące, które przeżył „Posłaniec”, ale już tradycją stały się na jego łamach wypowiedzi naszych nauczycieli i duchowych przewodników: ojca Antoniego, ojca Roberta... Problemy poruszane przez nich w swoich artykułach są naświetlane najlepiej, jak to tylko możliwe, i wszechstronnie. Ale, jak wiadomo, świat istnieje dopóty, dopóki istnieją pytania i dążenie człowieka, aby wszystko pojąć, poznać, zrozumieć. Oto i u nas pojawiły się pytania, pragnienie nawiązania kontaktu z niekwestionowanymi autorytetami w naszym katolickim świecie. A zatem naszym pierwszym rozmówcą jest irlandzki kapłan o. Robert Bradshaw.
Ojcze Robercie, Kościół uczy, że życie ludzkie jest święte, że jest darem Bożym i nikt oprócz samego Boga nie ma prawa nim rozporządzać. Ale są przecież ludzie, którzy sami nie chcą żyć, a wśród nich duża grupa nieuleczalnie chorych, inwalidów, kalek, którzy czują się skazani i marzą tylko o tym, by przybliżyć godzinę śmierci. Jaki jest Ojca stosunek do problemu eutanazji? (Eutanazja – lekka, bezbolesna śmierć na życzenie człowieka przy pomocy lekarzy).
Pycha człowieka jest bezgraniczna! Już żąda się pozwolenia na zabijanie ludzi – niczemu niewinnych. Wydaje mi się, że to zjawisko tego samego rodzaju co aborcja. Tyle że aborcja to zabicie jeszcze nienarodzonego dziecka, a eutanazja to zabicie chorego, bezbronnego... A wszystko to jest wielkim, ciężkim grzechem – zarówno wobec Boga, jak i wobec człowieka.
Oczywiście nie mamy nieodpartej konieczności działania zgodnie z wolą Bożą. Bóg daje nam wolny wybór i mamy prawo wybierać to, czego chcemy. Choć On oczywiście chce, abyśmy myśleli i postępowali właśnie tak, a nie inaczej. Ja zaś nie przestaję powtarzać i będę to robił wciąż na nowo: «Tylko Bóg może dawać i zabierać czyjeś życie».
Ojcze, wiem, że z wiarą człowiekowi żyje się o wiele lżej. Chciałabym zdobyć wiarę, ale od wielu lat nic mi się nie udaje. Czy ktokolwiek ma prawo ingerować w ten głęboko osobisty proces? Czy można dojść do wiary z pomocą z zewnątrz? Czy ktoś może pomóc mi ją zdobyć?
Tak! Niektórym ludziom trudno jest znaleźć wiarę. Zwłaszcza w kraju, w którym wiary nie było bardzo, bardzo długo. Na przykład, jeśli przez 25 czy 30 lat ciągle mówiono mi, że ten stół jest biały, a dziś nagle powiedziano, że jest brązowy, to oczywiście trudno mi będzie w to uwierzyć. Ale to przynajmniej zmusi mnie do zastanowienia... Będę o to pytać ludzi, będę to zgłębiać... Wiara jest darem Bożym. Bóg daje swoją wiarę tym, którzy jej szukają i naprawdę chcą ją mieć.
Jest wiele dróg poszukiwania tej wiary. Na przykład można przychodzić do kościoła i nie tylko patrzeć, ale i odczuwać cały ten proces, modlić się. Oczywiście trudno się modlić, gdy nic nie wiemy o Bogu, ale można po prostu powiedzieć: «Boże, jeśli istniejesz, proszę, pomóż mi!» Znam wielu ludzi w Rosji, którzy po prostu wypowiadali tę małą modlitwę, a Bóg dawał im wiarę... I dobrze jest pytać o wszystko wierzących, dowiadywać się, co oni o tym myślą. Kiedy będziecie z nimi rozmawiać, zrozumiecie, że mają coś innego, coś piękniejszego. Wasze serce i rozum otworzą się.
A kiedy Bóg widzi, że rozum i serce są otwarte, tchnie tam swego ducha.
-- Dziękuję za rady. Jednak większość ludzi, jak widzę, nie dręczy się problemami znalezienia wiary. Za to na zewnątrz mają pełny zestaw: i krzyżyki dzwonią, i ikonki wiszą... A cóż dopiero powszechne zamiłowanie do chrztów i ślubów w kościele...
— Uważam, że ludzie nie powinni się spieszyć. Oto dobry przykład (o. Robert wskazuje na tłumaczkę). Wiele miesięcy temu poprosiła mnie, żebym ją ochrzcił. Powiedziałem: nie śpiesz się. Musisz się czegoś o tym dowiedzieć i musisz się modlić. Kiedy człowiek to robi i po tym naprawdę chce być ochrzczony, chrzczę go. I oto niedawno ochrzciłem Tatianę i myślę, że cieszy się, że kazałem jej czekać tak długo. Niewłaściwe jest po prostu podążanie za modą. Przecież nie chrzci się ze względu na samo słowo — bycie ochrzczonym — ale po to, aby być katolikiem przez całe życie. Właśnie dlatego chcemy, aby ludzie to wszystko poważnie traktowali.
— W swoim artykule «Sakrament małżeństwa» pisze Pan: «Małżeństwo to dożywotnia umowa, przymierze, które może rozwiązać tylko śmierć». Moim zdaniem, jeśli w pełni uświadomić sobie to zdanie, to lepiej w ogóle nie zawierać związku małżeńskiego. Jak można być pewną, wychodząc za mąż, że uda się przeżyć z tym człowiekiem całe życie? I jak strasznie będzie sobie uświadamiać, że nie ma żadnych dróg «odwrotu»...
— To nie ja jestem przeciwny rozwodom, lecz Bóg jest przeciwny rozwodom. Tylko Bóg może rozstrzygać tę kwestię. Poza tym, jeśli Bóg ustanowił takie prawo, to przecież nie znaczy, że chce uczynić życie człowieka ciężkim. Historia świata pokazuje, że Boże prawa zawsze są słuszne. Te kraje, w których jest wiele rozwodów, są również ogólnie niepomyślne. Rodzina to coś wyjątkowego, najlepszego, co można stworzyć w społeczeństwie. Jeśli rodzina jest słaba, to cała kondycja kraju jest słaba.
Kiedy dziewczyna wychodzi za mąż i mówi swojemu wybrankowi: «Będę cię kochać», to przecież nie powinno to oznaczać, że będzie kochać tylko do czasu, aż znajdzie kogoś lepszego. Bo naprawdę prawdziwa miłość powinna być na całe życie. Czasem zdarza się nam niszczyć małżeństwo i, oczywiście, Kościół katolicki nie potępia ludzi za rozwód. Ale Prawo Boże mówi, że tacy ludzie nie mogą ponownie wstąpić w związek małżeński, dopóki żyją ich poprzedni małżonkowie.
-- Ojcze Robercie, mieszkał i pracował Ksiądz w wielu krajach, a u nas w Rosji pracuje Ksiądz już od roku. Ciekawe, jakie, zdaniem Księdza, są charakterystyczne cechy Rosjan.
-- Oczywiście, że są. Powiem właśnie o mieszkańcach Syberii, ponieważ tu mieszkam i mam doskonałą okazję obserwować styl życia ludzi tutaj, na Syberii. Być może zdziwią się Państwo, gdy powiem, że mają oni taki sam charakter jak Irlandczycy. Praktycznie wszyscy mieszkańcy Syberii mają ogromne poczucie humoru. Na przykład teraz w Rosji jest ciężko, surowo, ciężko, ale ludzie odnoszą się do siebie życzliwie...
Tak oto poznaliśmy tego wspaniałego, mądrego, inteligentnego człowieka, a rozmowy z nim tak bardzo ogrzewają serce. Oczywiście niektóre pytania pozostały bez odpowiedzi -- dała o sobie znać bariera językowa, a i czas «naglił» -- kapłan przygotowywał się do wyjazdu do Irlandii. Ale czy to problem? Jak to się mówi, będzie dzień, będzie słońce. Piszcie do nas, drodzy Czytelnicy, zadawajcie pytania, a my z nimi na pewno zwrócimy się do naszych nauczycieli.
...Ojciec Robert jest szczęśliwy i spokojny -- ma Boga i wiarę. A czyż taki człowiek nie może pomóc nam odnaleźć równowagę duchową i, być może, osiągnąć szczęście?